archiwum

Wędrowanie Agaty Biziuk

recenzja spektaklu Babcia mówi pa pa

 

Od początku była uparta. Od początku wiedziała, że chce robić teatr. Nieformalną Grupę Avis zakładała chyba w dniu osiągnięcia pełnoletniości, nie bardzo wiedząc co ją czeka. Dopiero po pięciu latach, w 2007 roku, po skończeniu reżyserii na Wydziale Sztuki Lalkarskiej warszawskiej Akademii Teatralnej w Białymstoku, zrealizowała w Grupie Avis pierwsze ważne przedstawienie Kukułka. Pamiętny duodram o siostrach Kasi i Tosi, dla których nie było ani gaju ani raju, choć tak bardzo o tym z osobna i razem marzyły, brawurowo zagrany przez Agnieszką Makowską i Ewelinę Stepanczenko, odtąd najistotniejsze współtwórczynie jej teatru. Przedstawienie pokazało, że mamy do czynienia z artystką, która nie tylko chce pisać utwory dla swego teatru, chce je także reżyserować, ale, co najważniejsze, chce coś ważnego powiedzieć. Może na początek poprzez ujawnianie sporych i autentycznych emocji wywołanych pracą nad spektaklem. W młodych aktorkach wrzało i kipiało i ten wysoki stan emocjonalny górował nad innymi elementami przedstawienia. Ujawnianie emocji pomagało poznawać się wzajemnie. Ale także poznawać postaci, w imieniu których owe emocje trzeba było wyrażać. Owocowało to żywiołowym, często improwizowanym dialogiem. Nieskrywaną radością z budowania metafor. Nie zawsze trafnych, nie zawsze najwyższego lotu, ale zawsze konstruowanych jako jedno z elementarnych zadań aktorskich w tym przedstawieniu. Każda z aktorek miała swój język, przestrzeń, i przedmioty.  Spektakl stał się zatem pretekstem do poruszaniem takich rejonów wyobraźni aktorskiej, które wydawały się być uśpione i nieomal nieprzeczuwalne. Dla samych aktorek i dla ich widzów. Emocje stały się treścią i prawdą.
Dwa lata później zrealizowała w tej grupie Horror vacui. Dwie kobiety, dwóch mężczyzn ujawniają z wolna i z osobna swoje skrywane tajemnice, a wszystko to obserwuje zagadkowa, skądinąd piękna i niewinna jak dziecko, dama śmierć. W następnym roku było Fumum Vendere, rzecz o parze kuglarzy, którzy po trosze groteskowo, po trosze surrealistycznie, śmiesznie i poważnie mówią coś niebanalnego o naturze człowieka. Kuglarze, jak i aktorzy, nie zawsze cieszyli się sławą myślicieli; ich mądrości niekoniecznie musiały być interesujące i wciągające. Tu były. Oba spektakle realizowała we współpracy z białostockim BTL-em i łódzkim Teatrem Nowym.
 Od początku nie bała się pokazywać na scenie, że nie ma gotowych rozwiązań. I że w niej samej kipią sprzeczności. Ujawniała coraz to inne niepokoje i pytania. Mieszały jej się języki i style. Ale ciągle na rozmaite sposoby demonstrowała potrzebę dialogu. Wielorakiego i wielowątkowego. Nie tylko z aktorami na próbach, ale i z publicznością, i z autorami – klasykami, czy kolegami. Reżyserowała przecież sztuki pisane przez innych autorów, Marty Guśniowskiej CDN, czy Magdaleny Fertacz Białe baloniki. Pracowała w wielu teatrach, od offowych, prywatnych, poprzez lalkowe do dramatycznych. Od Białegostoku, przez Warszawę, do Szczecina, Łodzi, Kielc, Gliwic, po Tarnów. Myślę, że owo swoiste „wędrowanie” przez rozmaite natury i materie to pewnie jeden z jej najistotniejszych znaków rozpoznawczych artystki. Motyw wędrówki pojawia się nieomal w każdym, z jej spektakli.
Ostatnio zawędrowała do Tarnowa, by tam zrealizować napisany wspólnie z Agnieszką Makowską utwór, który w teatrze zaliczono do twórczości familijnej. Rzeczywiście, rzecz dla wszystkich, z łatwym do odgadnięcia motywem przewodnim. Rzecz o wędrówce. Krzyś, mały bohater przedstawienia, po zniknięciu ukochanej babci postanawia wspólnie z Komandosem (czyli z żołnierzykiem) i Stróżem (Aniołem) wyruszyć na jej poszukiwanie. Po drodze poznaje rozmaite światy. Spotyka przeróżne postacie realne i nierealne. Podróżuje w różnych czasoprzestrzeniach, w których czas stanął w miejscu albo zachowuje się inaczej niż wskazuje logika. Poznaje ludzi, którzy nie są jego znajomymi. I o których na pewno nie opowiadali mu rodzice. Być może kiedyś dzisiejsi nieznajomi znajomi pojawią się w lekturach, jeśli w przyszłości przeczyta na przykład Piotrusia Pana. Dowiaduje się, że po śmietniku tuła się Pierrot, który o sobie mówi: „Miło mi…. Leżę u podstaw komedii dell’arte”. I tego zapomnianego komedianta może kiedyś spotka, choć chyba nie w dzisiejszym teatrze. Na końcu tej wędrówki jest Babcia, która sama najlepiej wyjaśnia sytuację: „Po prostu przyszedł taki dzień, że musiałam odejść i nie ma w tym nic złego. To jest naturalne. Ludzie przychodzą i odchodzą i ciągle będą się zmieniać. Trzeba to zaakceptować, inaczej byś nie dorósł…”. Zatem mały bohater poprzez wędrówkę dorasta. Staje się dojrzałym człowiekiem. Dołącza do klasycznych postaci znanych z literatury.
To przedstawienie ma w sobie wiele cech dotychczasowej twórczości Agaty Biziuk, ale ma jedną nową i dla niej bezcenną: ma wewnętrzny spokój. Jakby sama autorka dowędrowała do miejsca, w którym potrafiła się spełnić. Wszystko w tym spektaklu jest na miejscu. W odpowiednich proporcjach. W przejrzystej dramaturgii. W wyrazistych postaciach. W zrównoważonym dialogu. We wciągającym, dobrze rozplanowanym rytmie, wzbogaconym muzyką Piotra Klimka wykonywaną bardzo starannie, na żywo przez zespół muzyczny złożony z uczniów miejscowych szkół muzycznych. Z pięknymi piosenkami Maliny Prześlugi śpiewanymi przez Tomasza Wiśniewskiego. W wyrafinowanej, czystej i dobrze oświetlonej scenografii autorstwa Katarzyny Proniewskiej-Mazurek. Chwała zatem teatrowi, że dołożył staranności i pracowitości, by spektakl był zrealizowany na najlepszym poziomie na jaki stać zespół Solskiego. Jakby wszyscy bardzo chcieli, aby pierwsze tak duże zadanie Agaty Biziuk na dużej scenie, w ambitnym teatrze wypadło najlepiej.
 Tarnowskie przedstawienie to z pewnością ważny etap w wędrówce autorki. Pokazała w tym przedstawieniu, że coraz bardziej panuje nad materiami i sprawami, które dotąd potrafiła sygnalizować. Że potrafi uruchamiać ten rodzaj wyobraźni rzadko spotykany i cenny, w ramach której najmłodsi mogą odnajdywać w sobie dorosłych, a dorośli najmłodszych. I najważniejsze: przekonująco pokazała, że wędrowanie ma sens.

Andrzej Lis